poniedziałek, 26 stycznia 2015

Dietetyk w Stolicy o książce "Dietetyka. Żywienie zdrowego i chorego człowieka" - H. Ciborowska i A. Rudnicka

Dietetyk w Stolicy o książce "Dietetyka. Żywienie zdrowego i chorego człowieka

      Helena Ciborowska i Anna Rudnicka swoim słowem towarzyszyły mi przez cały tok studiów na Uniwersytecie Medycznym. Tuż przed rozpoczęciem pierwszego roku ktoś podsunął mi tytuł i powiedział, że ta książka to kompendium wiedzy, przydatne zarówno podczas studiów jak i w trakcie pracy dietetyka. Pamiętam jak zachodziłam w głowę czy wydać te sto polskich złotych czy może jednak mnie na to nie stać, a stać mnie było wtedy na niewiele. Kupiłam ją i to była najlepsza inwestycja. Najlepsza decyzja jaką mógł podjąć świeży student dietetyki. Wiedziałam, że mam wiarygodne źródło informacji, z którego mogę czerpać wiadrami. Zaletą książki zawsze była dla mnie prosta konstrukcja, szczegółowa, ale zrozumiała charakterystyka diet oraz zasad żywienia w wybranych jednostkach chorobowych i wiele innych cennych treści. W pewnym momencie zaczęłam jednak odczuwać niedosyt, bowiem ważne normy i zalecenia ulegały zmianom, a moje kompendium wiedzy pozostawało bez aktualizacji. Dzis trzymam w ręku nowe wydanie książki „Dietetyka. Żywienie zdrowego i chorego człowieka” i jestem zadowolona. Studia mam już za sobą, ale jak w każdej dziedzinie nauki,  tak w medycynie szczególnie, trzeba nieustannie poszerzać swoją wiedzę i ja wiem na pewno, że ta pozycja mi w tym pomoże.
     Co kryje w sobie ta książka? Jest to przede wszystkim omówienie podstaw żywienia człowieka. Zaczynając od wyjaśnienia procesów energetycznych zachodzących w organizmie oraz szczegółowego opisu wszystkich składników odżywczych wraz z ich metabolizmem, poprzez aktualną klasyfikację i charakterystykę diet, na żywieniu w zdrowiu i w chorobie dorosłych oraz dzieci kończąc. Ale sam spis treści nie uległ zmianie w porównaniu z poprzednim wydaniem. Co zatem nowego znajdziemy pod białą okładką "Dietetyki"?
Nowe wydanie to nie tylko aktualizacja norm, zaleceń czy zasad rozpoznawania danej jednostki chorobowej jak w przypadku nadciśnienia tętniczego czy cukrzycy, ale również kilka nowości. Przykładem może być szeroko rozbudowana tabela z informacjami na temat preparatów do żywienia enteralnego, której brakowało w poprzednim wydaniu. Znacznie poszerzono również materiał o mlekach modyfikowanych i preparatach mlekozastępczych dla niemowląt, udostępniając szczegółowe informacje na temat składu i zastosowania nowych produktów. Wracając do cukrzycy, po raz pierwszy w tej książce można znaleźć tak szczegółowy opis insulinoterapii wraz z rozbudowanym podziałem insulin ze względu na ich czas działania. Mimo iż w nowej „Dietetyce” pojawiło się więcej treści, całej książce ubyło kilkanaście stron. Stoi za tym prawdopodobnie ulepszony układ graficzny, który nadaje całej książce jeszcze więcej przejrzystości (widać to już na "dzień dobry" po okładce). Poza tym książka niezmiennie zawiera bardzo przydatne w codziennej pracy informacje na temat zasad komponowania diet oraz doboru produktów spożywczych w wybranych stanach patologicznych. Dzięki temu „Dietetyka” Heleny Ciborowskiej i Anny Rudnickiej to według mnie „must have” każdego, kto jest odpowiedzialny lub w jakikolwiek sposób ma wpływ na planowanie żywienia drugiego człowieka.
Jest jednak coś, czego zabrakło mi w nowym, ulepszonym wydaniu. W książce znajdziemy przykładowe jadłospisy dostosowane do każdego rodzaju diety, które są identyczne z tymi sprzed kilku lat. Jednak gdy patrzę na dobór produktów oraz potrawy proponowane przez autorki, mimo iż są one oczywiście poprawnie wkomponowane w jadłospis, widzę nasze polskie realia. Nie tylko te panujące w szpitalach, które są w większości w dalszym ciągu porażające, ale także na stołach w wielu polskich domach. Wciąż te same produkty, te same potrawy. Nie oczekuję, że książka, która ma służyć przede wszystkim poszerzaniu wiedzy żywieniowej zacznie pachnieć wyszukanymi daniami, ale my żywieniowcy musimy uczyć swoich pacjentów, by jeszcze bardziej urozmaicali swoją dietę. Musimy pokazać jak zadbać o to, by była pełnowartościowa, ale też jak unikać rutyny w żywieniu, która dla wielu osób chorych może być powodem do odtrącania jedzenia, a w konsekwencji kolejną przyczyną niebezpiecznego niedożywienia. Dla innych może to oznaczać zaprzestanie stosowania się do zaleceń, mimo iż w ogromnym stopniu rzutują na stan zdrowia. Trzeba więc pamiętać, by oprócz aspektu odżywczego, codziennie pożywienie sprawiało naszym pacjentom przyjemność. Kierujmy się zatem wiedzą i zasadami przekazanymi przez autorki książki, ale raz na jakiś czas zamiast kolejnego jabłka zaproponujmy naszym pacjentom coś innego.
Mimo tego drobnego szczegółu bez chwili zawahania gorąco polecam tę książkę nie tylko dietetykom, lekarzom, pielęgniarkom czy  trenerom personalnym, ale każdemu, kto pragnie posiadać rzetelną wiedzę z zakresu podstaw żywienia człowieka i chce świadomie dokonywać wyborów żywieniowych, zarówno w zdrowiu jak i w chorobie.

Dietetyk w Stolicy


Dietetyka. Żywienie zdrowego i chorego człowieka.
Helena Ciborowska, Anna Rudnicka
Wydawnictwo Lekarskie PZWL
Wydanie IV rozszerzone,
Warszawa 2014

sobota, 24 stycznia 2015

Zupa krem z brukselki

Dziś na moim fejsbukowym fanpage'u zainteresowanie wzbudziła pewna zupka :) Oto ona, zupka krem z brukselki. Wczoraj jedliśmy ją na kolację, dziś mój B. pochłonął miseczkę na śniadanie, a ja przed chwilą zjadłam ją na obiad :) Taka to z niej uniwersalna zupa :)

Zupa krem z brukselki

Zupa krem z brukselki

Składniki około 6-8 porcji:

0,5 kg brukselki
pół bulwy selera
3 marchewki
2 ząbki czosnku
1 cebula
3 łyżki oliwy z oliwek
3 ziarenka ziela angielskiego
3 liście laurowe
sól, pieprz, lubczyk
natka pietruszki
1-2 szklanki mleka

Wykonanie:

Cebulę i czosnek ciekamy. Do dużego garnka wlewamy oliwę, podgrzewamy i wrzucamy cebulkę i czosnek, podsmażamy. Selera obieramy, kroimy w kostkę i dorzucamy do cebulki i czosnku. Brukselkę oczyszczamy, pozbawiamy zniszczonych liści, marchew obieramy, kroimy w kilka mniejszych kawałków. Wrzucamy pozostałe warzywa do garnka, zalewamy wszystko wodą, wrzucamy listki laurowe, ziele angielskie i gotujemy pod około 40 minut. Po tym czasie wyławiamy listki laurowe i miksujemy wszystko na gładką masę powoli dodając mleka. W zależności od tego jaką konsystencję chcemy uzyskać dodajemy szklankę lub 2 szklanki mleka, przyprawiamy na koniec do smaku.

Zupkę podajemy obficie posypaną natką pietruszki.

A następnym razem zamiast marchwi dodam brokuła albo szpinaku - zupka będzie wtedy cudownie zielona :)

Miłego dnia!
Dietetyk w Stolicy


Zupa krem z brukselki

piątek, 23 stycznia 2015

Zapiekanka ziemniaczana z brukselką

Kochani, nie będę się rozpisywać, w końcu mamy piątkowy wieczór, więc szybciutko pokażę Wam przepis i zmykam delektować się początkiem weekendu :)

Zapiekanka ziemniaczana z brukselką

Zapiekanka ziemniaczana z brukselką

Składniki na 4-5 porcji:

5 sporych ziemniaków
2 cebule
0,5 kg brukselki
0,5 kg mięsa mielonego wołowego lub z indyka
2 łyżki jogurtu greckiego, ewentualnie śmietany 12%
puszka pomidorów
2 łyżki koncentratu pomidorowego
łyżka musztardy Dijon
sól, pieprz, cząber, słodka papryka
natka pietruszki
kostka sera mozzarella

Wykonanie:

Brukselkę pozbawiamy zniszczonych liści, płuczemy, wrzucamy do garnka, zalewamy wodą i gotujemy około 10 minut. Obraną cebulę kroimy w półplastry. Ziemniaki obieramy, kroimy również w półplastry lub w kostkę. Na dużej patelni rozgrzewamy 3 łyżki oleju rzepakowego, wrzucamy cebulkę i ziemniaki, podsmażamy około 8-10 minut kilkakrotnie mieszając. Przekładamy ziemniaki z patelni do naczynia żaroodpornego. Na patelnię z resztką oleju przekładamy mięso mielone, pomidory z puszki, dodajemy koncentrat, musztardę Dijon oraz przyprawy. Dusimy kilka minut. Odcedzoną brukselkę przekładamy na ziemniaki w naczyniu żaroodpornym, następnie przekładamy mięso z sosem pomidorowym, tak by pokrył wszystkie inne składniki. Na wierzchu układamy plastry sera mozzarella. Pieczemy godzinę w temperaturze 180 stopni.

Podajemy z posiekaną natką pietruszki.

(Zapiekanka piecze się na tyle długo, że równie dobrze można przełożyć surowe mięso na pozostałe składniki w naczyniu żaroodpornym, a następnie zalać wszystko przygotowanym sosem pomidorowym)

Życzę smacznego i oczywiście przyjemnego weekendu! :)
Dietetyk w Stolicy

Zapiekanka ziemniaczana z brukselką


sobota, 17 stycznia 2015

Zmiana sposobu żywienia = poprawa samopoczucia

    
Od stołu do psychologa, czyli jak żywienie wpływa na nasze samopoczucie

 Wiecie już, że mój blog poświęcony jest nie tylko zdrowemu żywieniu, ale i pozytywnemu myśleniu, działaniu i czerpaniu z tego jak najwięcej radości. Tylko, że to właśnie nasz sposób żywienia jest jednym z modulatorów naszego samopoczucia. Dlaczego? Bo w ogromnym stopniu wpływa na nasz stan zdrowia, a to z kolei bardzo mocno oddziałuje na stopień odczuwania szczęścia. Pojawienie się choroby pada jak grom z jasnego, słonecznego nieba. Najczęściej jednak, zanim pojawiają się wszelkie, wstrętne choroby cywilizacyjne, żyjemy sobie w pełni zdrowia, ale z coraz mniejszą ilością energii, witalności. Albo żyjemy z wiecznymi dolegliwościami przewodu pokarmowego - z zaparciami, ze wzdęciami, z bólami brzucha lub biegunkami, i mówimy sobie zdołowani "ja tak po prostu mam" zamiast próbować jakoś temu zaradzić. A jak to zrobić? Oczywiście zmianą sposobu żywienia
     Niekiedy, a w obecnych czasach zaryzykuję stwierdzenie, że bardzo często, odżywianie wpływa również na naszą samoocenę i patrzenie na świat. Bo przecież to właśnie nieodpowiednie żywienie w największym stopniu przyczynia się do nadmiaru kilogramów. Genetyka, choroby współistniejące - owszem, ale nadmiar energii w diecie przede wszystkim. A nasz wygląd i zadowolenie z siebie biorą często górę wśród wszystkich kłębiących się w głowie myśli. Te kłębiące się myśli u jednych skutkują podejmowaniem miliona trudnych i nieracjonalnych diet, innych kierują na jednorazowe bieganie, a jeszcze innych prowadzą za rękę wprost do psychologa, bo samemu jest już trudno. Tak właśnie poprzez to, co jemy pośrednio modulujemy nasz nastrój. Indukujemy pozytywne lub negatywne myśli, zachowania, wizję świata.
     Cudownie jest usłyszeć od swoich pacjentów, że odkąd zmienili nawyki żywieniowe odczuwają więcej energii, chęci do działania, zadowolenia z siebie, a co za tym idzie potrafią dać więcej szczęścia swoim bliskim i razem z nimi cieszyć się życiem. Jeszcze lepiej jest dowiedzieć się, że nie są już potrzebne terapie behawioralne czy leki psychotropowe, które miały na celu wyprowadzić kogoś z depresji. Depresji już nie ma. A jak cudownie jest dowiedzieć się, że kolejna moja pacjentka dzięki redukcji masy ciała i poprawie jakości żywienia zachodzi w ciążę, mimo iż wcześniej nie było to możliwe. Jak cudownie jest dowiedzieć się, że lekarz prowadzący zmniejsza dawkę lub zupełnie każe odstawić pacjentom leki na nadciśnienie czy inne, bo nie są już potrzebne. Albo jak cudownie jest dostać po długim czasie wiadomość, że moja nauka nie poszła w ciemny las, a zdrowe nawyki żywieniowe zostały, bo już weszły w krew, wpisały się w codzienność. Ja się z tego wszystkiego cieszę, a jak cieszy się osoba, która teraz czuję się ze sobą tak dobrze jak nigdy wcześniej? 
     Dlatego właśnie kocham być dietetykiem.

Dietetyk w Stolicy

piątek, 16 stycznia 2015

Egzotyczny koktajl z mleczkiem kokosowym

Ten koktajl to cudowne zwieńczenie całego tygodnia. Zmiksowaliśmy go razem, razem wypiliśmy i teraz razem będziemy spędzać resztę tego pochmurnego, ale jakże uroczego piątku :) 
Jest przyjemnie :)


Egzotyczny koktajl z mleczkiem kokosowym


Egzotyczny koktajl z mleczkiem kokosowym

Składniki na 3 duże szklanki:

1 ananas
400 g mleczka kokosowego
1 dojrzały banan
sok wyciśnięty z dwóch pomarańczy
sok z połówki cytryny
opcjonalnie płatki lub wiórki kokosa

Wykonanie:

Ananasa obieramy, wykrawamy środek (polecam narzędzie do wykrawania ananasa), kroimy w mniejsze kawałki. Banana obieramy, kroimy, dodajemy do ananasa, wlewamy sok z cytryny i mleczko kokosowe. Miksujemy wszystko i rozcieńczamy świeżym sokiem z pomarańczy. U mnie wystarczyły dwie pomarańcze, jeśli jednak okaże się, że koktajl jest za gęsty warto mieć w zanadrzu jeszcze jedną. Na koniec ozdabiamy wierzch koktajlu płatkami kokosowymi.

I jest tak pysznie, że głowa mała! :)

* * *

Mleczko kokosowe nie należy do produktów niskoenergetycznych, ale tak już jest, że zarówno kokos jak i jego przetwory (mleczko, wiórki, płatki) mają dość dużą zawartość tłuszczu. Pamiętajmy jednak, że są to produkty, które raz na jakiś czas mogą urozmaicić naszą dietę, dlatego nie bójmy się ich, tylko zachowajmy umiar w ich spożywaniu.

Życzę Wam tak bardzo miło spędzonego popołudnia i przyjemnego weekendu!
Dietetyk w Stolicy

Egzotyczny koktajl z mleczkiem kokosowym
Egzotyczny koktajl z mleczkiem kokosowym


środa, 14 stycznia 2015

Bananowy ryż z owocami Physalis

Około 16 oderwałam wzrok od czytanej książki, wstałam i wychodzę. 
"Gdzie idziesz?" pyta mój narzeczony, 
"Idę zrobić podwieczorek" odpowiadam z uśmiechem.
"A co będziesz robić?" pyta zaciekawiony, a ja wyczuwam "małego głoda" :)
"Tego nie wiem, ale dowiem się jak już będę w kuchni" - odwracam się i pędzę na dół, bo już wiem, że to musi być coś pysznego :)

Nie minęło 10 minut, a ja wracam z deserem, który miałam ochotę pożreć już na schodach. Poezja smaku. Słodko bez słodzenia. Delikatnie, ale sycąco. Ciekawie i zaskakująco.

I jemu też smakowało :)

Bananowy ryż z owocami Physalis

Bananowy ryż z owocami Physalis
Składniki na jedną porcję:

1 dojrzały banan
łyżka soku z cytryny
3 łyżki ugotowanego ryżu
3 łyżki mleka
3-4 owoce Physalis

Wykonanie:

Banana obieramy, kroimy na mniejsze kawałki, rozgniatamy widelcem i zalewamy sokiem z cytryny Przekładamy banana z cytryną do miseczki, dodajemy ugotowany ryż i mleko. Mieszamy wszystko i na koniec wrzucamy przekrojone na pół owoce Physalis.

O mały włos nie dodałam do mojego deseru miodu. Nie byłoby w tym nic złego, ale jak dla mnie byłoby za słodko. Wystarczy jeden dojrzały banan, i mamy naprawdę słodki podwieczorek :)

Życzę Wam przeuroczego popołudnia, 
Dietetyk w Stolicy

Bananowy ryż z owocami Physalis
Bananowy ryż z owocami Physalis
Bananowy ryż z owocami Physalis

wtorek, 13 stycznia 2015

Dietetyk w Stolicy i Marchewkowe Pole do Popisu obchodzą 2. urodziny

Moi drodzy, najlepsi na świecie czytelnicy, zwolennicy lepszego odżywiania i lepszego życia :) 
 Nie wiem jaka pogoda jest teraz w Polsce, ale właśnie dziś chciałabym zapakować słońce które mam na głową i wysłać po kawałku, priorytetem do każdego z Was. 
Bo tak mi się raduje serducho jak sobie pomyślę, że piszę do Was już 2 lata. I z każdym kolejnym dniem, tygodniem, miesiącem jestem coraz bardziej podekscytowana tym, jak dużo energii wyzwala pisanie do Was. Wasze reakcje, wiadomości, komentarze, dobre słowa.
Dziękuję :)

Każdemu promyk słońca i wszystkiego najlepszego z okazji drugich urodzin bloga, bo nie tylko ja go tworzę, ale i Wy. 

Dietetyk w Stolicy

Dietetyk w Stolicy i Marchewkowe Pole do Popisu obchodzą 2. urodziny

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Ciecierzyca w kolorowej sałatce z papryką

Jak zawsze zajadam ze smakiem ciecierzycę i inne nasiona, ale ciecierzyca chyba wychodzi na prowadzenie - najbardziej mi smakuje i mocno nasyca.  Choć nie jestem wegetarianką, to nie jestem też wierną fanką mięs, dlatego z ogromną przyjemnością najadam się czasem strączkami. To świetna sprawa najeść się do pełna, a mimo to czuć się tak lekko i przyjemnie :)
Polecam! 


Ciecierzyca w kolorowej sałatce z papryką


Ciecierzyca w kolorowej sałatce z papryką


Składniki:

pół szklanki suchej ciecierzycy lub puszka konserwowej*
1 ogórek świeży
2 ogórki konserwowe
1 czerwona papryka
2 liście sałaty karbowanej
pieprz mielony
2 łyżki oliwy z oliwek
łyżeczka musztardy Dijon
łyżeczka ostu jabłkowego
natka pietruszki

opcjonalnie łyżeczka miodu do sosu

Wykonanie:

Namoczoną wcześniej (8-12 godzin) ciecierzycę gotujemy w nieosolonej wodzie około 1-1,5 godziny. Odcedzamy i przesypujemy do dużej miski (ciecierzycę z puszki tylko odcedzamy, można ją zlać wodą, by straciła trochę soli z konserwy) Wszystkie warzywa płuczemy.Ogórka świeżego i ogórki konserwowe kroimy w ćwierćplastry, paprykę w kostkę, cebulkę siekamy lub kroimy w półplastry, sałatę rwiemy na małe kawałki. Wszystkie warzywa mieszamy. Z oliwy, octu jabłkowego, musztardy i pieprzu przygotowujemy dressing, zalewamy sałatkę i mieszamy (tuż przed podaniem).
Udekorować natka pietruszki.

* * *

Dlaczego napisałam, że może być ciecierzyca z puszki, skoro powinnam zalecać świeże, nieprzetworzone nasiona roślin strączkowych? 

Oczywiście konserwa zawiera sporo sodu, który jest niekorzystny w nadmiarze, ale tak sobie myślę, że jeśli macie ochotę na szybkie danie to jako dietetyk chylę czoła temu, kto za swój fast food przyjmie taką sałatkę nawet z ciecierzycą z puszki, niż coś z baru szybkiej obsługi lub danie z torebki - strączek z puszki to zdecydowanie mniejsze zło, powiem więcej - bardzo malutkie zło, tym bardziej, że przepłukana wodą może stracić sporo sodu z zalewy. 

Ale mimo wszystko zachęcam by jednak czasem namoczyć suche nasiona i najzwyczajniej w świecie ugotować - bez większego wysiłku i zmagań ;)

* * *

Życzę Wam spokojnego poniedziałku :)
Dietetyk w Stolicy


Ciecierzyca w kolorowej sałatce z papryką
Ciecierzyca w kolorowej sałatce z papryką


czwartek, 8 stycznia 2015

Sałatka z kaszy jaglanej z suszonymi pomidorami

Sałatkę przygotowała moja mama. Ja wiem na pewno, że będzie to jedna z moich ulubionych potraw, bo smakuje wyśmienicie! Z przyjemnością podzielę się z Wami przepisem, bo poza walorami smakowymi nie wolno zapominać o wyjątkowych właściwościach kaszy jaglanej. A kasz w dalszym ciągu spożywa się za mało. Kasza jaglana wykazuje między innymi działanie zasadotwórcze, co w dobie dużego spożycia białka pochodzącego głównie z mięsa i jego przetworów jest bardzo ważne (ochrona przed zakwaszeniem organizmu) . Dodatkowo to kolejna dawka cennych witamin, składników mineralnych, błonnika pokarmowego i oczywiście węglowodanów złożonych, jako główne źródło energii w diecie.

Zapraszam po przepis na sałatkę z kaszy jaglanej.

Sałatka z kaszy jaglanej z suszonymi pomidorami
Składniki na 4 porcje:

szklanka kaszy jaglanej
1 duża cebula
1 ząbek czosnku
kilka płatów suszonych pomidorów
garść obranych migdałów
3 łyżki pestek słonecznika
kilka świeżych liści bazylii
odrobina soli, świeżo mielony pieprz
łyżka oliwy z oliwek

Wykonanie:
Kaszę jaglaną sypiemy do niedużego suchego garnka i prażymy kilka minut, następnie przepłukujemy ją wodą, zalewamy gorącą wodą w ilości dwukrotnie większej niż objętość kaszy, lekko solimy. Gotujemy około 15 minut na wolnym ogniu, nie mieszamy kaszy.
W tym czasie na suchej patelni prażymy pestki słonecznika i migdały, Zdejmujemy je z patelni, rozgrzewamy teraz łyżkę oliwy i podsmażamy posiekaną cebulę i posiekany czosnek. Suszone pomidory kroimy na mniejsze kawałki. Odcedzoną kaszę mieszamy ze wszystkimi pozostałymi składnikami, dodajemy posiekaną bazylię i prószymy świeżo mielonym pieprzem.

Sałatka jest dobra zarówno na ciepło jak i na zimno.

Jeśli nie uda Wam się dostać obranych migdałów a tylko w skórce, wystarczy sparzyć je wrzątkiem i usunąć skórkę.

Sałatka ma wspaniały zapach cebulki, czosnku, prażonych migdałów i słonecznika. Do tego moje ulubione połączenie czyli suszone pomidory i bazylia -
mmm, musicie spróbować :)

Dietetyk w Stolicy

Sałatka z kaszy jaglanej z suszonymi pomidorami

wtorek, 6 stycznia 2015

Suche nasiona roślin strączkowych - co z tym zrobić, ile moczyć, ile gotować?

   
Jak długo moczyć i jak długo gotować nasiona roślin strączkowych?

  Wiecie już na pewno, że rośliny strączkowe są bardzo bliskie memu sercu, a dokładniej podniebieniu :) chętnie po nie sięgam i uwierzcie mi, że przygotowanie ich naprawdę nie jest trudne, bo choć w większości muszą się moczyć, a potem dość długo gotować, to pamiętajcie, że Wy nie musicie nad nimi stać i im dopingować! Wasza rola kończy się na zalaniu nasion wodą (można dołożyć jeszcze przebieranie nasion, czy wymianę wody, ale to też nie są czynności ani trudne, ani wymagające przesadnego wysiłku). Piszę ten post, żeby zachęcić Was do przygotowywania potraw z roślin strączkowych, bo oprócz tego, że zawierają dużo cennego błonnika pokarmowego, wysokiej wartości białko i szereg witamin czy składników mineralnych, są dodatkowo bardzo smaczne. Jestem pewna, że większość mężczyzn nie wierzy w to, że "tym" można się najeść ;) Spróbujcie! Nasiona roślin strączkowych są bardzo sycące i przynajmniej raz w tygodniu mogą stanowić świetną alternatywę dla potraw mięsnych. Mój mężczyzna już to wie ;)

    Dziś pokazuję Wam tabelę, którą stworzyłam na podstawie informacji umieszczonych w jesiennym wydaniu Go Organic!, które powstało pod hasłem "Strączkowe są zdrowe" W tym samym numerze miałam przyjemność zająć dwie strony z moimi przepisy i zdjęciami potraw z wykorzystaniem roślin strączkowych. Mam nadzieję, że informacje z poniższej tabeli choć odrobinę ułatwią Wam podejście do strączków i być może chętniej będziecie po nie sięgać. 


Jak długo moczyć i jak długo gotować nasiona roślin strączkowych?


Na podstawie: Go Organic! Jesień 2014, s.15
1. pierwsze 15 minut na dużym ogniu, 2. pierwsza godzina na dużym ogniu

Warto pamiętać:

Nie powinno się moczyć nasion roślin strączkowych dłużej niż 12 godzin, gdyż po upływie tego czasu mogą zachodzić procesy fermentacyjne. Namoczone nasiona najlepiej zostawić w chłodnym miejscu. 
Ile wody? Na każdą szklankę suchych nasion powinno się wlać 3-3,5 szklanki wody.
Nasiona podczas moczenia i gotowania trzykrotnie zwiększają swoją objętość - warto o tym pamiętać planując wielkość porcji dla członków rodziny.


Moje drobne uwagi:

- do gotowania ciecierzycy wystarcza mi godzina " z hakiem", ale tak jak w przypadku makaronu tak i tu są zwolennicy bardzo miękkich nasion i nasion "al dente"
- pamiętajcie by nie solić nasion od razu, a pod koniec gotowania, choć ja do strączków nie dodaję soli wcale, jeśli potrzebuję odrobiny słonego smaku dodaję sól do całej potrawy
- 30 minut dla soczewicy czasami może okazać się zbyt długim czasem gotowania, obserwujcie ją by się nie rozgotowała
- w razie dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego po spożyciu strączków, pamiętajcie, że dodatek ziół takich jak majeranek czy tymianek może zniwelować dyskomfort w jamie brzusznej
- nie bójcie się łączyć różne nasiona, ale pamiętajcie, że mogą wymagać zupełnie różnego czasu gotowania
- jeśli zastanawiacie się nad strączkami z puszki pamiętajcie, że nie mają już tyle wartości odżywczej co świeże nasiona, a w dodatku zawierają bardzo dużo sodu (sól jako główny środek konserwujący) Spożyte od czasu do czasu oczywiście nikomu nie zaszkodzą.


Kilka potraw z wykorzystaniem roślin strączkowych znajdziecie w zakładce Strączki i pod tym linkiem:


Jedną z potraw jest curry z ciecierzycy, które od jakiegoś czasu jest dla mnie numerem jeden wśród potraw ze strączkami.


Curry z ciecierzycy

Co jeszcze można zrobić z nasion roślin strączkowych?

Wszystko :) 

Zupy - klarowne i kremy, pasty kanapkowe, pasztety, potrawki z innymi warzywami, z serami, z produktami zbożowymi, a nawet z mięsem czy rybą, choć to również głównie źródło białka. 


Nie zapomnijcie o tofu - to także produkt pochodzący z nasion roślin strączkowych, a dokładnie z soi (ser sojowy)

Być może ciekawostką dla niektórych będzie, że orzechy arachidowe (potocznie orzechy ziemne) to też strączki :)

Mam nadzieję, że choć trochę przybliżyłam Wam temat nasion roślin strączkowych, choć nie był to post o  ich wartości odżywczej. Mimo to mam liczę na to, że zachęciłam Was do spróbowania i częstego korzystania,.Ja sama z przyjemnością poznam nowe pomysły na ich wykorzystanie i postaram się jeszcze częściej tworzyć z nich smaczne i zdrowe potrawy.

Dietetyk w Stolicy

Jak długo moczyć i jak długo gotować nasiona roślin strączkowych?